ekspert lotniczy ds. bezpieczeństwa, Forum Ekspertów Ad Rem
Lotnictwo cywilne od dekad pełni rolę krwiobiegu globalnej gospodarki. Stabilność tego sektora jest fundamentem międzynarodowego handlu, turystyki oraz logistyki. Jednak ostatnie wydarzenia w Cieśninie Ormuz oraz eskalacja konfliktów na Bliskim Wschodzie brutalnie obnażyły wrażliwość tego systemu na turbulencje geopolityczne. To, co dzieje się tysiące kilometrów od europejskich granic, redefiniuje dziś mapę światowych korytarzy powietrznych, niosąc za sobą potężne skutki finansowe dla wielu państw, w tym dla Polski. Kryzys uderza przede wszystkim w dotychczasowych gigantów. Huby lotnicze w Dubaju czy Katarze, które przez lata dominowały w ruchu tranzytowym między Europą, Azją i Afryką, borykają się z drastycznym spadkiem operacji. Mniejsza liczba pasażerów i przeworów cargo to nie tylko puste terminale, ale przede wszystkim potężna wyrwa w przychodach portów lotniczych i lokalnych gospodarek. Zamknięte lub omijane przestrzenie powietrzne zmuszają przewoźników do szukania alternatywnych tras, co wydłuża czas lotu i drastycznie podnosi koszty paliwa oraz obsługi technicznej.
– Z polskiej perspektywy sytuacja wygląda niepokojąco. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (PAŻP) odczuwa skutki konfliktów wielowymiarowo. Już wojna na Ukrainie spowodowała odpływ około 30% ruchu tranzytowego z naszej przestrzeni powietrznej. Choć ruch na samych lotniskach krajowych wrócił do poziomów sprzed pandemii, to właśnie opłaty za przeloty nad terytorium Polski, tzw. trasy tranzytowe, stanowią o stabilności finansowej agencji. Nałożenie się kryzysu bliskowschodniego na sytuację w Europie Wschodniej sprawia, że globalne potoki ruchu omijają Polskę, kierując się nowymi korytarzami – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Janusz Janiszewski, ekspert lotniczy ds. bezpieczeństwa, Forum Ekspertów Ad Rem. – Efektem tego przesunięcia jest finansowy klincz. Szacuje się, że w 2026 roku PAŻP może zanotować stratę rzędu 200–300 milionów złotych. Jednocześnie w tej samej branży widać beneficjentów zmian. Przykładem są Węgry, których agencja ruchu lotniczego przejęła znaczną część tranzytu przesuniętego ze względu na omijanie stref niebezpiecznych na Bliskim Wschodzie. To pokazuje, że w lotnictwie nie ma próżni, a każda zmiana geopolityczna natychmiast przetasowuje zyski i straty na całym kontynencie. Bezpieczeństwo pozostaje priorytetem, ale ekonomiczny rachunek strat związanych z blokadą kluczowych korytarzy staje się coraz trudniejszy do udźwignięcia dla narodowych dostawców usług nawigacyjnych – podsumował Janusz Janiszewski.