radczyni prawna, Członkini Zarządu Europol Gaz
Wdrożenie dyrektywy Women on Boards do polskiego porządku prawnegowiąże się z datą 18 sierpnia 2026 roku. To wtedy weszła w życie ustawa realizująca jej założenia. W dużym uproszczeniu chodzi o to, by w zarządach i radach nadzorczych spółek giełdowych zasiadała co najmniej jedna trzecia przedstawicieli płci niedostatecznie reprezentowanej. W realiach Polski i większości krajów mówimy o kobietach. Punkt wyjścia jest znany. W radach nadzorczych spółek giełdowych kobiety stanowią dziś około 20%, w zarządach 15%. Pracy jest więc sporo. I można twierdzić, że sama ustawa jest zaledwie zalążkiem zmiany, a nie jej finałem. Najprostszym rozwiązaniem będzie powołanie jednej kobiety do zarządu i uznanie, że sprawa załatwiona. To zjawisko ma nawet swoją nazwę, tokenizm. Uspokaja sumienie organizacji, ale nie prowadzi do zmiany, o którą w tej dyrektywie chodzi. Dlatego tak ważne jest, by patrzeć na nią realnie, a nie wyłącznie statystycznie.
– W Europie Środkowo-Wschodniej wciąż silnie funkcjonuje wzorzec Matki Polki, gospodyni, opiekunki ogniska domowego. Samo w sobie nie jest niczym złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy awans, zarząd czy rada nadzorcza stają się wyłącznie dodatkowym obowiązkiem. Kobiety robią wówczas skrupulatną kalkulację kosztów, także emocjonalnych. I trudno się dziwić wynikom tego rachunku. Do tego dochodzą podwójne standardy, szczególnie w branżach uznawanych za męskie. Kobieta musi udowodnić nie tylko kompetencje, ale też samo prawo do bycia liderką. To paradoks, bo kandydatki do rad nadzorczych i zarządów kompetencyjnie bardzo często przewyższają swoich kolegów. Warto przy tym pamiętać o statystyce, która napawa optymizmem. 8% Polek prowadzi własne firmy. To drugi wynik w Unii Europejskiej, tuż za Greczynkami – powiedziała serwisowi eNewsroom Paulina Grochowska, radczyni prawna, Członkini Zarządu Europol Gaz SA. – Ustawa wprowadza transparentne kryteria rekrutacji to zmiana dobra nie tylko dla kobiet, ale dla wszystkich kandydatów. Można jednak pójść krok dalej. Marzy mi się, by urlop ojcowski przestał być traktowany jako ekstrawagancja, a stał się normą. To realne odciążenie, które bezpośrednio przekłada się na możliwość zasiadania w ciałach wymagających dodatkowego czasu i zaangażowania. Potrzebujemy też prawdziwego wsparcia nie samej rady, ale objęcia kobiety patronatem i aktywnego promowania jej awansu. I wreszcie kwiestia języka. Wciąż, w XXI wieku, mówimy o kobietach w zarządach jak o sytuacji nadzwyczajnej. Powinniśmy mówić o tym w kategoriach decyzji biznesowej. Że się da, pokazuje sektor finansowy. Tam kobiety zajmują już ponad 30% miejsc w zarządach i radach nadzorczych. Ustawa jest niezbędnym fundamentem. Ale pracy domowej z mentalnością po obu stronach i z procesami wewnątrz organizacji za nas nie odrobi – powiedziała Paulina Grochowska.