główny ekonomista Pracodawcy RP
Wraz z ustawą budżetową rząd przedstawił pakiet zmian podatkowych, które mają być neutralne dla finansów publicznych. Oznacza to, że nie zmienią zasadniczo dochodów budżetu, lecz przesuną ciężary między poszczególnymi grupami podatników. Najbardziej pozytywne jest to, że przy obecnym stanie finansów publicznych odchodzimy od dyskusji o tym, komu obniżyć podatki lub komu przyznać kolejne świadczenia, bez wskazania źródła finansowania. Zaczynamy natomiast przyjmować odpowiedzialną zasadę, że każda ulga podatkowa lub dodatkowy wydatek muszą mieć pokrycie w budżecie. Dobrą propozycją jest zmiana progów podatku dochodowego od osób fizycznych. Obecnie po przekroczeniu dochodu w wysokości 120 tys. zł podatnik wchodzi w drugi próg i płaci 32-procentowy PIT. Rząd proponuje podniesienie tego progu do 130 tys. zł oraz wprowadzenie stawki 24 proc. dla dochodów od 130 do 150 tys. zł. Dopiero powyżej 150 tys. zł obowiązywałaby stawka 32 proc. To krok w dobrym kierunku, ponieważ dzisiejsze obciążenia pracy są bardzo wysokie. Ponad połowa kosztu zatrudnienia może trafiać do państwa w formie podatków i składek. W efekcie pracownik często nie otrzymuje nawet połowy wartości wypracowanej podwyżki. Taki system zachęca do szukania alternatywnych form zarobkowania i unikania opodatkowania. Lepszym rozwiązaniem są niższe, ale powszechnie płacone podatki.
– Problem wynika również z braku waloryzacji progów podatkowych. Jeszcze 15 lat temu drugi próg PIT był zbliżony do 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia, po przekroczeniu której przestawało się płacić składki emerytalne. Dziś 30-krotność wynosi niemal 300 tys. zł, podczas gdy drugi próg podatkowy nadal zaczyna się już od 120 tys. zł. Inflacja i brak odpowiedniej waloryzacji doprowadziły więc do deformacji systemu – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawcy RP. – Największe wątpliwości budzi natomiast podniesienie stawki CIT z 19 do 22 proc. dla firm osiągających ponad 50 mln euro przychodu. Stawka 19 proc. była jednym z nielicznych stabilnych elementów polskiego systemu podatkowego i obowiązywała niezmiennie od wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jej podwyższenie może osłabić zaufanie przedsiębiorców. Problemem jest także propozycja aby firma osiągająca 45 mln euro przychodu płaciłaby 19 proc., a niewiele większa już 22 proc. Co więcej, Polska stałaby się pod tym względem jednym z najdroższych krajów regionu. Węgry stosują 9-procentowy CIT, a Czechy mają stawkę tylko nieznacznie wyższą od obecnej w Polsce. Istnieje więc ryzyko, że część inwestycji i zysków zostanie przeniesiona za granicę, a baza podatkowa w Polsce się zmniejszy. Podobne zastrzeżenia dotyczą podwyższenia daniny solidarnościowej. Obecnie wynosi ona 4 proc. i obejmuje osoby osiągające ponad milion złotych rocznego dochodu. Rozumiem społeczne oczekiwanie, by osoby najbogatsze płaciły więcej, ale dane pokazują, że bardzo wysokie podatki mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Wpływy z daniny spadły z 2,6 mld zł w 2021 roku do 1,9 mld zł w 2025 roku, a liczba jej płatników zmniejszyła się o ponad 20 proc. To sygnał ostrzegawczy. Podnoszenie obciążeń może skłaniać podatników do zmiany formy uzyskiwania dochodów lub przenoszenia ich poza Polskę. Zamiast zwiększyć wpływy, państwo może więc zmniejszyć bazę podatkową – zaznaczył Kamil Sobolewski.