ekonomista
Chiny są fabryką świata, ale równocześnie stanowią wyzwanie dla innych gospodarek, bo nie grają według tych samych reguł. Przykładem są szerokie subsydia państwowe, od badań i rozwoju po produkcję, np. w branży motoryzacyjnej, które zwiększają konkurencyjność chińskich firm. W Unii Europejskiej bezpośrednie dotacje z budżetu państwa, zniekształcające konkurencję, są co do zasady zakazane. W Chinach trudno mówić o „pieniądzach podatników” w zachodnim sensie, to raczej zasoby obywateli, którymi państwo swobodnie zarządza, kierując je tam, gdzie uzna za stosowne.
– Czy z Chinami współpracować? Tak, ale mądrze i ostrożnie. Chiny, wspierając eksport, potrafią wypierać konkurentów, by zdominować rynek, a następnie dyktować warunki. To realne ryzyko, dlatego konieczne jest uważne monitorowanie praktyk producentów, egzekwowanie zasad handlu i niedopuszczanie do nieuczciwej przewagi kosztowej wynikającej z subsydiów – powiedział serwisowi eNewsroom.pl profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Warto łączyć współpracę w obszarach obopólnych korzyści z twardą obroną własnych interesów, kontrolą importu, narzędziami antysubsydyjnymi i dbałością o równe warunki gry. Chiny są dziś jedną z dwóch największych gospodarek globu, de facto współczesnym supermocarstwem gospodarczym, działającym równolegle do USA. Z tego powodu relacje z Pekinem muszą być wyważone. Konieczna jest współpraca gospodarcza, ale bez naiwności i z pełną świadomością, że Chiny prowadzą inną grę. Trzeba pilnować, by nie oddawać bez walki kluczowych pól konkurencji – ostrzegał Witold Orłowski.