ekonomista
Istnieje popularne powiedzenie, a wręcz mit, chętnie wykorzystywany przez krytyków gospodarki rynkowej. Głosi on, że „kapitalizm żywi się wojną”, a konflikty zbrojne napędzają koniunkturę, pozwalając państwom bogacić się. To nieprawda. Wojna per saldo jest kosztem dla wszystkich. Jest to zgodne ze zdrowym rozsądkiem, zniszczenia nie oznaczają zysków, a kapitał przeznaczony na odbudowę lub zbrojenia nie trafia na inne cele, które mogłyby być ważniejsze dla rozwoju gospodarczego. Z makroekonomicznego punktu widzenia społeczeństwa na wojnach tracą. Oczywiście, wewnątrz gospodarek następuje redystrybucja środków. Jedni tracą więcej, inni mniej, a nieliczni zyskują. Gdy gospodarka hamuje, a wzrost konsumpcji zwalnia na rzecz wydatków militarnych, traci większość firm zaspokajających codzienne potrzeby obywateli. Zyskują natomiast przedsiębiorstwa zbrojeniowe i dostawcy armii. Bilans dla ogółu pozostaje jednak ujemny.
– Spójrzmy na Ukrainę. Nawet jeśli pojedyncze podmioty są w stanie zarobić w warunkach wojennych, dla narodu i gospodarki jako całości konflikt jest tragedią, a jego koszty są gigantyczne. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Polski. Musieliśmy radykalnie zwiększyć wydatki na uzbrojenie, co odbywa się kosztem wzrostu gospodarczego w innych sektorach – powiedział serwisowi eNewsroom.pl profesor witold Orłowski, ekonomista. – Wydajemy dodatkowe dziesiątki miliardów złotych, w dużej mierze za granicą, co obciąża nasz bilans płatniczy i finanse publiczne. To nie jest nasz dobrowolny wybór czy strategia stymulowania gospodarki, lecz konieczność wymuszona przez sytuację geopolityczną. Często pojawiają się podejrzenia, że Stany Zjednoczone angażują się w konflikty dla zysku. Warto jednak pamiętać, że wojny kosztują amerykański budżet biliony dolarów. Czy USA są w stanie na tym realnie zarobić? Donald Trump wielokrotnie sugerował, że potrafi prowadzić konflikty w sposób przynoszący korzyści, obiecywał m.in. przejęcie ropy z Wenezueli, co jednak nie nastąpiło. Doświadczenia ostatnich dekad pokazują, że Stany Zjednoczone wydały na działania zbrojne astronomiczne kwoty, nie uzyskując w zamian wymiernych korzyści gospodarczych dla państwa, poza zyskami wybranych korporacji. Istnieją oczywiście historyczne wyjątki. Przykładem mogą być Prusy pod wodzą Bismarcka, które po wygranej wojnie z Francją 150 lat temu narzuciły pokonanym gigantyczną kontrybucję. Pokryła ona z nawiązką koszty wojenne i sfinansowała dalszy rozwój Niemiec. Jednak we współczesnym świecie taki scenariusz jest rzadkością. Dzisiejsze wojny to przede wszystkim drenaż budżetów, hamulec rozwoju i ogromne koszty społeczne – podsumował Witold Orłowski.